piątek, 22 stycznia 2010

Boje się o nas.

Znów ptaki, te niewielkie
przybyłe przedwcześnie
w pośpiechu wiją gniazdo w rynnie
znów łaszą się do siebie
kocięta bezdomne, znaczone
przykrym parchem, głodne

Księżyc rośnie - boję się - o nas
ciężar wiosny - boję się - o nas
triumf młodości - boję się - o nas
wrzask o brzasku - boję się ...

Znów szelest ortalionu
biegacza, co rankiem
próbuje się przecisnąć przez mgłę
wybudza mnie perfidnie
wyrywa z tej nocy, nieczułych
objęć na powierzchnię

Znów wchodzisz we mnie drgawką
a serce więzione w przyciasnej
klatce żeber - martwieje
znów ostrzem twardej mowy
ćwiartuję bezmyślnie, w afekcie
twą wrażliwość - boleśnie

Księżyc rośnie - boję się - o nas
ciężar wiosny - boję się - o nas
triumf młodości - boję się - o nas
wrzask o brzasku - boję się ...

Gdy sparszywieję znów
-zamknij się w sobie, zaciągnij rolety powiek
gdy sparszywieję znów
- chwyć się cieniutkiej niteczki pewności, że minie - to minie



http://www.youtube.com/watch?v=8BE7OiGDdTM&feature=player_embedded


Boję się. Przejedzona. Boje się. 
Pamiętam. Trzymam się. Cieniutka niteczka, że minie. Boje się. 
Księżyc jest piękny. Jestem ułomny. 
Czuję ból w lewej piersi. Jest mi zimno.
Potrzebuję ciepła. Ciepła które będzie chciało mnie ogrzać. 
Boję się. Życie to seria zdarzeń. Złych. Życie. Moje. 
Ferie są złe. Plany są złe. Wszystko trafia szlag. 
Boję się. O nas. 

czwartek, 7 stycznia 2010

Dobrze gdy nie za dobrze.



Wcale nie prawda! 
Już mam dość, gdy jest nie za dobrze. Ciągle coś mi się zwala z wielkim hukiem na łeb. Jak np. ostatnio podłoga na w-f. Ale na poważnie, szkoła, zagrożenia, problemy z nauczycielami szczególnie z jedną naszą kochaną panią od chemii. I żeby tego było mało kobieta, na której mi zależy ma problemy, w szkole, domu, nie wiem, nie chce mi powiedzieć. Boję się, że ją stracę. Naprawdę bardzo się boję. Z tego strachu pojadę jutro do niej. Zobaczymy jak bardzo źle jest. 


Siedzę, teoretycznie robię prezentacje na Ang. Teoretycznie nie jest źle. Napisałem z chemii i z historii i napisałem to dobrze. Jednak odczuwam pewną pustkę w sobie.


"Gdybym znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. "



Czy nałóg działa w ten sposób, że kiedy sobie powiedziałem, że ograniczam i nie kupuje to on mi podpowiedział, że jest koniec półrocza chodzę zdenerwowany, tak, że mi ręce latają jak alkoholikowi (...) to żebym kupił sobie paczkę. Tak właśnie to działa? A ja dalej mam wrażenie, że nałóg to coś zbyt głupiego dla mnie. 
Nawet różowe słonie zniknęły na sylwestra, kiedy im powiedziałem, że wiem, dlaczego je widzę. 



Zwidy, iluzje, marzenia, że coś jest czymś, czym nie jest. Tym właśnie żyjemy. Nie staramy się z tym nic zrobić, żeby nasze marzenia urzeczywistnić. Moim marzeniem było kiedyś, żebym był wyprany z uczuć. Zero. Żadnego zdenerwowania, zdziwienia, żadnych uczuć. Uczucia także są złudzeniami. A jednak każdy z nas daje się im ponieść. 



Daje się ponieść miłości, wczoraj planuje z nią wspólny wyjazd nad jezioro w przyszłości a dzisiaj jest tak źle, że mam ochotę się popłakać. Może to ze mną jest coś nie tak? Jakaś jebana klątwa? 



Znów piszę jak ja. Może ja muszę być nieszczęśliwy/zdenerwowany/zmartwiony żeby pisać tak jak zazwyczaj. Ale to z kolei znaczy, że zawsze jestem w niepozytywnym stanie. 



Trzymam się za głowę. Martwię się. Bagnet leży na biurku. Mam ochotę wsiąść na rower i pojechać te jebane 20km byle by ją zobaczyć, przytulić, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Takie małe kłamstewko. Ważne, że działa. Bagnet dalej tam leży. Śliczna podróbka bagnetu od kałasznikowa, ostrze własnoręcznie przeze mnie ostrzone, jakoś na wakacje ostatnio. Teraz to jest bardziej piłka do metalu a nie ostrze. Wyważony nie jest wcale, dosyć krótki. Ale przyjemnie leży w dłoni. Jakoś tak... raźniej? 



Klątwa, która nie pozostawia mi innej żony, kochanki poza tą pierdoloną maszyną elektryczną.