I to by było na tyle. Niech mnie jeszcze kiedyś ktoś zapyta dlaczego nie wierzę w miłość. Naprawdę. Masakra. Skończyły się nadzieje i urojenia. Mam tego wszystkiego dosyć. Chcę przesiedzieć resztę życia przy komputerze nie zwracając uwagi na problemy miłosne, pieniężne, przyjacielskie i inne złudzenia jakimi ludzie żyją. Nie jestem i nie chcę być tak wszyscy inni ludzie. Wiem, że jestem idiotą. Wiem, że jestem brzydki i gruby. Wiem, że wszyscy mamy nadzieję naszego bycia tym jedynym/ną. Wiem też, że podobno wszyscy jesteśmy tacy sami. Nic na siłę. Mam dosyć. Chciałbym mieć odwagę na kolejną próbę samobójstwa. Jestem głody. Źle się czuję. Zacząłem czytać Platona. Kiedyś ucieknę przed śmiercią. Kiedy przychodzimy my nie ma śmierci, kiedy przychodzi śmierć nie ma nas. Mam dość ludzi. Chcę samotności. I fajek. I ciepłego mleka z miodem. Chcę lata, słonecznej łąki, szumu rzeki i papierosa.
sobota, 28 listopada 2009
wtorek, 24 listopada 2009
Burza.
Burza.
Dlaczego tak wielu ludzi boi się burzy? Owszem, wielu ludzi nie lubi kiedy pada deszcz a niebo rozświetlają na ułamek sekundy pioruny. Według mnie burza jest czymś pięknym. Ale taka Burza. Burza w pełnym znaczeniu tego słowa. Letnia burza. Taka kiedy jest ciepło, kiedy nic nie widać przez ścianę deszczu. I kiedy mimo nocy jest jaśniej niż w dzień.
Kiedy stoisz a deszcz obmywa Twoje ciało jakby chciał Cię oczyścić ze wszystkich grzechów i brudów tego świata. Stoisz z nią. Aktualnie tą jedyną. Wasze usta spotykają się aby zaraz się rozstać na chwilę krótszą niż mrugnięcie oka, bo usta są spragnione, chcą się nacieszyć innymi ustami tak długo jak tylko się da. Ale przecież nie mrugacie. Oczy są zamknięte. W chwili takiej ta oczy nie są do niczego potrzebne. Ważne są usta. Dwie pary ust. I pomimo zamkniętych oczu widzisz wszystko co się dzieje naokoło, jakby z trzeciej osoby widzimy siebie i aktualnie tą jedyną na tle pięknych piorunów z fantastycznymi rozgałęzieniami. Dźwięk dochodzi od razu. Burza jest tuż nad nami. Ale to nie ma żadnego znaczenia. Ta chwili jest Wasza, Twoja i tej drugiej osoby. Reszta nie ma znaczenia. Liczycie się tylko Wy. Twoje usta i te drugie usta.
A usta są spragnione.
poniedziałek, 16 listopada 2009
Bzdury part5
piątek, 13 listopada 2009
Nosi mnie
środa, 11 listopada 2009
Miłość, uwaga, ratunku, pomocy.
Ja wiem, że czasem są upadki i wzloty, dziewczyny to nic więcej jak tylko kłopoty.
Popieram Kazika. To wszystko nie ma sensu. Starać się, biegać naokooło nich, zakładać przy tym maski i udawać, że jesteśmy kimś kim nie jesteśmy. A to wszystko tylko po to, żeby się potem dowiedzieć, że „poznałam kogoś… jest mi z nim dobrze”. Do tego jeszcze szczypta oklepanego tekstu „jeżeli mnie kochasz to pozwól mi odejść!”. Masakra. Udziela mi się nie zbyt pozotywny nastrój.
W ten sposób piszę, chyba nawet odrobine tak myślę. A jednak siedzę tu i słucham jak mi Nosowska śpiewa o miłości.
MIŁOŚĆ! UWAGA! RATUNKU! POMOCY!
Dokładnie tak Kasiu. Uciekajmy przed tym jakże fałszywym uczuciem stworzonym przez głupie ludzkie umysły. Uczucie to jest tak samo fałszywe jak wszystko temu towarzyszące, te wszystkie podchody, uwodzenia, słodkie słówka itd. Po co to komu? Oczywiście, że to jest ciekawe, przyjemne i w ogóle. Ale nie jest siebie warte. To tak jakbyśmy zainwestowali 200zł a spowrotem dostali 20zł.
Są dwa rodzaje miłości. Płatna i darmowa. Z tym, że naukowcy już dawno udowodnili, że ta płatna wychodzi taniej.
sobota, 7 listopada 2009
Wrocław
czwartek, 5 listopada 2009
Bzdury part4
niedziela, 1 listopada 2009
Poniedziałek
Rozpryskuje glanem kałurzę. Patrze na zegarek, 7:40. Zdąże. Może nawet jeszcze do szafki zostawić ten 15 kilowy ciężar. Przechodzę przez te ciężkie drewiane drzwi i widzę śmierć. Tłum uczniów, wszyscy gadają do siebie, wymieniają się poglądami, opowiadają o swoich głupich przeżyciach. A co to może interesować drugą osobę, jaką to ostatnio Daria miała przygodę? Idę. Przeciskam się przez zapchany korytarz do mojej szafki. Ściągam kurtkę i wieszam w szafce, wyciągam większość książek i wrzucam je do mojego jedynego prywatnego kącika w tej szkole. Zamykam szafkę, znowu przeciskam się przez zatłoczony korytarz. Skąd tutaj tyle tych ludzi? I może jeszcze wszyscy się pilnie uczą?
Wdrapuje się po schodach do klasy od TI. No nie. Nie wierzę, moja klasa stoi, siedzi, pół leży, pod gabinetem i wpatruje się w otwarte zeszyty. Pojebało ich do końca? Stoję z boku, staram się nie zwracać na siebie uwagi. Jeszcze mnie zapytają, czego się nauczyłem przez weekend a ja, co im odpowiem? Jak przechodzić misje w Herosach na 130% trudności? Dzwonek. Wchodze do klasy. Nauczycielka stwierdziła, że jesteśmy takimi idiotami, że dała nam kartki na których każdy ruch myszką jest opisany bardzo dokładnie. Kurwa jak ta szkoła potrafi zniszczyć człowieka. Co z tego, że naprawiam i składam komputery i czasami pomagam ludziom w serwisie bo sobie chłopaki nie radzą sobie z windowsem skoro nie radze sobie w jakimś pieprzonym Gimpie.
Dwie lekcje jakoś przeleciały. Ufff. Teraz Polski. M A S A K R A. Polski mamy z naszą wychowawczynią. Dlaczego wszystkie nauczycielki myślą, że ich przedmiot jest akurat tym na który poświęcamy najwięcej czasu i tylko z niego się uczymy? Ależ to wszystko ma sens. Achilles gonił Hektora dookoła Troi raptem trzy raz. Trojanie byli idiotami, że nie otworzyli Hektorowi drzwi żeby się schował... Skoro już o tym mowa to ludzie nie umierają od rany na pięcie.
Dzwonek nie jest dla ucznia tylko dla nauczyciela. Czyli, że co?
Wychodzę na korytarz, mijam bardzo charakterystycznego nauczyciela z kubkiem w ręku. Czasami się zastanawiam czy nie zimno mu w uszy tam pod sufitem. Stoję, czekam na dzwonek. Wymieniam kilka zdań z ludźmi. Nie Adamie nie idziemy zapalić. Jestem porządnym człowiekiem. Nie palę i nie piję przed 12. Wreszcie coś nademną dzwoni, nadchodzą nauczyciele robi się chaos lecz jakoś dostaję się do klasy. Pan Dyrektor oddaje kartkówki. Bite pół godziny tłumaczył nam dlaczego źle to napisaliśmy i jak się powinno wychowywać własne dzieci. Nie mam pojęcia co ma jedno z drugim. W każdym razie nie jest źle, tzn. zaliczyłem.
Przedsiębiorstwo, lubię je. Gadanie o psychice człowieka i zarabianiu pieniędzy. Takich przedmiotów powinno być więcej. Konkretnie o życiu. Jak właśnie PP albo PO, to są umiejętności które się nam przydadzą w życiu. A nie jakieś fizyki…
Następna lekcja to Niemiecki. Nienawidzę tego języka! Zawsze powtarzałem, że nigdy nie będę się go uczył. A teraz muszę. Nienawidzę samego siebie za to… Najwyżej nie zdam z niego, w każdym razie siedzę na tej lekcji i staram się nie dopuszczać do mych uszu tego szczekania.
WF. Uf, przed ostatnia lekcja, to motywuje żeby sobie pobiegać. Mamy całą salę wolną. Gramy w piłkę nożną. Trzeba było biegać za tym kozakiem z C żeby chociaż chwilę zostać na boisku, pieprzony terminator. W każdym razie ciekawie było. Jeszcze tylko WOK i można iść do domu jeeee!!
WOK! Adam rozdaje cukierki z okazji urodzin z kieszeni bo mu się reklamówka rozwaliła. No i dostaliśmy OPE od psora za nasze „skandaliczne zachowanie”. Masakra. Obejrzeliśmy film o Grecji i wreszcie można iść do domu! Zanim dojdę będzie 16. Dlaczego do cholery musimy tkwić w tym budynku tak długo? Nawet sekretariat wychodzi przed nami…
Przechodzę obok śmierdzącego basenu skręcam w prawo w stronę PKP, grzebię w kieszeni – w końcu trzeba się od stresować bo ta szkoła zabije mnie szybciej niż taki mały papierosik…
Ogólny opis typowego poniedziałku.