sobota, 28 listopada 2009

Bzdury part6

I to by było na tyle. Niech mnie jeszcze kiedyś ktoś zapyta dlaczego nie wierzę w miłość. Naprawdę. Masakra. Skończyły się nadzieje i urojenia. Mam tego wszystkiego dosyć. Chcę przesiedzieć resztę życia przy komputerze nie zwracając uwagi na problemy miłosne, pieniężne, przyjacielskie i inne złudzenia jakimi ludzie żyją. Nie jestem i nie chcę być tak wszyscy inni ludzie. Wiem, że jestem idiotą. Wiem, że jestem brzydki i gruby. Wiem, że wszyscy mamy nadzieję naszego bycia tym jedynym/ną. Wiem też, że podobno wszyscy jesteśmy tacy sami. Nic na siłę. Mam dosyć. Chciałbym mieć odwagę na kolejną próbę samobójstwa. Jestem głody. Źle się czuję. Zacząłem czytać Platona. Kiedyś ucieknę przed śmiercią. Kiedy przychodzimy my nie ma śmierci, kiedy przychodzi śmierć nie ma nas. Mam dość ludzi. Chcę samotności. I fajek. I ciepłego mleka z miodem. Chcę lata, słonecznej łąki, szumu rzeki i papierosa.

wtorek, 24 listopada 2009

Burza.

Burza.

Dlaczego tak wielu ludzi boi się burzy? Owszem, wielu ludzi nie lubi kiedy pada deszcz a niebo rozświetlają na ułamek sekundy pioruny. Według mnie burza jest czymś pięknym. Ale taka Burza. Burza w pełnym znaczeniu tego słowa. Letnia burza. Taka kiedy jest ciepło, kiedy nic nie widać przez ścianę deszczu. I kiedy mimo nocy jest jaśniej niż w dzień.

Kiedy stoisz a deszcz obmywa Twoje ciało jakby chciał Cię oczyścić ze wszystkich grzechów i brudów tego świata. Stoisz z nią. Aktualnie tą jedyną. Wasze usta spotykają się aby zaraz się rozstać na chwilę krótszą niż mrugnięcie oka, bo usta są spragnione, chcą się nacieszyć innymi ustami tak długo jak tylko się da. Ale przecież nie mrugacie. Oczy są zamknięte. W chwili takiej ta oczy nie są do niczego potrzebne. Ważne są usta. Dwie pary ust. I pomimo zamkniętych oczu widzisz wszystko co się dzieje naokoło, jakby z trzeciej osoby widzimy siebie i aktualnie tą jedyną na tle pięknych piorunów z fantastycznymi rozgałęzieniami. Dźwięk dochodzi od razu. Burza jest tuż nad nami. Ale to nie ma żadnego znaczenia. Ta chwili jest Wasza, Twoja i tej drugiej osoby. Reszta nie ma znaczenia. Liczycie się tylko Wy. Twoje usta i te drugie usta.

A usta są spragnione.

poniedziałek, 16 listopada 2009

Bzdury part5

Zdarza się. Każdemu się zdarza. Mam świadomości, że prawie nikt nie czyta tych bzdur jakie tu wypisuję jednak to jest pewien plus. Mam jako taką intymność moich przemyśleń.

Ten weekend był... ciekawy. Dawno nie było tak fajnie. Dobra mocna muzyka, dobre towarzystwo i od razu robi się doskonała impreza. Kobiety wciąż mnie zadziwiają. Z dnia na dzień. I znów się pojawia odwieczne pytanie czy miłość istnieje? A nawet jeśli to czy układy nie są lepsze? Chcemy tego samego, po co się po to skradać?
Chociaż sam nie wiem. Jest pewna dziewczyna, kobieta. Byłbym wstanie zaofiarować jej gwiazdkę z nieba. Bynajmniej bym się starał. Jeżeli nie prawdziwą gwiazdkę z nieba to chyba nawet coś cenniejszego. Wierność, może nawet miłość? Nie mówię, że aż do śmierci bo lubię żyć ze świadomością, że np. jutro przejedzie mnie samochód albo zakończę mój żywot w inny sposób.
Chciałbym żyć tak naprawdę, żyć ze świadomością, że nie będzie jutra. Z kolei mam tak wiele planów na przyszłość. Wielki dom, dobrą pracę itd. Z tego wszystkiego to chyba tylko na śmierć będę czekał z utęsknieniem.

Na śmierć albo na Nią.

piątek, 13 listopada 2009

Nosi mnie

Mam ochotę coś zrobić. Czegoś mi brakuje. Może kogoś?
Mam ochotę na spacer. Brakuje mi rozmowy. Z kimś.
Mam ochotę gdzieś pojechać. Z dala od domu.
Mam ochotę złamać jakieś zasady. Potrzebuję kogoś.
Mam ochotę zrobić coś nieprzyzwoitego. Brakuje mi ciepła które wytwarza tylko ludzkie ciało.
Mam ochotę słuchać czegoś nieprzyzwoitego. Brakuje mi jedwabnej kobiecej skóry.
Mam ochotę zrobić coś złego w pozytywnym znaczeniu tego słowa.


Nosi mnie.

środa, 11 listopada 2009

Miłość, uwaga, ratunku, pomocy.

Ja wiem, że czasem są upadki i wzloty, dziewczyny to nic więcej jak tylko kłopoty.

Popieram Kazika. To wszystko nie ma sensu. Starać się, biegać naokooło nich, zakładać przy tym maski i udawać, że jesteśmy kimś kim nie jesteśmy. A to wszystko tylko po to, żeby się potem dowiedzieć, że „poznałam kogoś… jest mi z nim dobrze”. Do tego jeszcze szczypta oklepanego tekstu „jeżeli mnie kochasz to pozwól mi odejść!”. Masakra. Udziela mi się nie zbyt pozotywny nastrój.

W ten sposób piszę, chyba nawet odrobine tak myślę. A jednak siedzę tu i słucham jak mi Nosowska śpiewa o miłości.

MIŁOŚĆ! UWAGA! RATUNKU! POMOCY!

Dokładnie tak Kasiu. Uciekajmy przed tym jakże fałszywym uczuciem stworzonym przez głupie ludzkie umysły. Uczucie to jest tak samo fałszywe jak wszystko temu towarzyszące, te wszystkie podchody, uwodzenia, słodkie słówka itd. Po co to komu? Oczywiście, że to jest ciekawe, przyjemne i w ogóle. Ale nie jest siebie warte. To tak jakbyśmy zainwestowali 200zł a spowrotem dostali 20zł.

Są dwa rodzaje miłości. Płatna i darmowa. Z tym, że naukowcy już dawno udowodnili, że ta płatna wychodzi taniej.

sobota, 7 listopada 2009

Wrocław

Wrocław ma największy rynek w Polsce (4,5ha), poza tym jest najpiękniejszy w Europie. Zgadzam się.
Wrocław jest pięknym miastem, biorąc pod uwagę kamieniczki, sklepy, majestatyczny ratusz i Pub "Spiż" znajdujący się pod ratuszem. W tymże Pubie, ważą piwo na miejscu, bez konserwantów i innego złego gówna. Piwko z koleżankami studentkami jest pyszne. Tym bardziej kiedy ma 15%.

Żałuje trochę, że tak mało czasu z nimi spędziłem. Ale nadrobimy obiecuję. Odwiedzę Wrocław na dłużej. Nie przepuszczę takiej okazji. Na podbój akademika!!

Później był Hamlet, zaciekawił mnie chociaż dzisiaj czytam jego negatywne recenzje. Mnóstwo seksu i litry krwi. Nie powiem, że nie lubię takiej tematyki ale akurat nie to mnie zaciekawiło.
Gra aktorska według mnie była bardzo dobra. Chciałbym tak grać jak oni, mimo, że ich gra także otrzymała negatywy.

I tak z całego dnia najlepiej mi było w Spiżu z moimi kochanymi studentkami. Jeszcze Was odwiedzę, a wtedy...

...Będzie się działo...

czwartek, 5 listopada 2009

Bzdury part4

Znów ten sam problem co zawsze. Jak zacząć?
Pierwsze zdania mają bardzo duży wpływ na czytelnika. To od pierwszych zdań zależy czy czytelnik zainteresuje się całym tekstem czy nie. Czasami jest też tak, że tylko pierwsze zdanie jest zachęcające a reszta materiału i informacji nadaje się tylko żeby się nią podetrzeć.

Znów mam to uczucie. Elka się ze mnie śmieje. Zostanę tutaj zupełnie sam. Pani o Krwistych włosach i charakterystycznym śmiechu z numeru 69a wyjedzie do PO, Pan Barman który jakby nie było jest mym tzw. najlepszym przyjacielem, poprawi maturę i dostanie się gdzieś na medyka. No i Elka też wyjedzie. Gdzieś. Ona sama jeszcze nie wie gdzie pojedzie. I z całego tutaj grona sąsiadów zostanę sam jeden. Nie będę tęsknił.

Jestem taki samotny
Jak palec albo pies
Kocham wiersze Stachury
I stary dobry Jazz

Szczęścia w życiu nie miałem
Rzucały mnie dziewczyny
Szukam cichego portu
Gdzie okręt mój zawinie.

Chciałbym znaleźć taki cichy port gdzie mógłbym odpocząć od codzienności. Czuję, że nie wyrabiam, że potrzebuje chwili oddechu. Może nawet rozmowy? Jest to dziwne bo rzadko mam takie potrzeby...

niedziela, 1 listopada 2009

Poniedziałek

Rozpryskuje glanem kałurzę. Patrze na zegarek, 7:40. Zdąże. Może nawet jeszcze do szafki zostawić ten 15 kilowy ciężar. Przechodzę przez te ciężkie drewiane drzwi i widzę śmierć. Tłum uczniów, wszyscy gadają do siebie, wymieniają się poglądami, opowiadają o swoich głupich przeżyciach. A co to może interesować drugą osobę, jaką to ostatnio Daria miała przygodę? Idę. Przeciskam się przez zapchany korytarz do mojej szafki. Ściągam kurtkę i wieszam w szafce, wyciągam większość książek i wrzucam je do mojego jedynego prywatnego kącika w tej szkole. Zamykam szafkę, znowu przeciskam się przez zatłoczony korytarz. Skąd tutaj tyle tych ludzi? I może jeszcze wszyscy się pilnie uczą?

Wdrapuje się po schodach do klasy od TI. No nie. Nie wierzę, moja klasa stoi, siedzi, pół leży, pod gabinetem i wpatruje się w otwarte zeszyty. Pojebało ich do końca? Stoję z boku, staram się nie zwracać na siebie uwagi. Jeszcze mnie zapytają, czego się nauczyłem przez weekend a ja, co im odpowiem? Jak przechodzić misje w Herosach na 130% trudności? Dzwonek. Wchodze do klasy. Nauczycielka stwierdziła, że jesteśmy takimi idiotami, że dała nam kartki na których każdy ruch myszką jest opisany bardzo dokładnie. Kurwa jak ta szkoła potrafi zniszczyć człowieka. Co z tego, że naprawiam i składam komputery i czasami pomagam ludziom w serwisie bo sobie chłopaki nie radzą sobie z windowsem skoro nie radze sobie w jakimś pieprzonym Gimpie.

Dwie lekcje jakoś przeleciały. Ufff. Teraz Polski. M A S A K R A. Polski mamy z naszą wychowawczynią. Dlaczego wszystkie nauczycielki myślą, że ich przedmiot jest akurat tym na który poświęcamy najwięcej czasu i tylko z niego się uczymy? Ależ to wszystko ma sens. Achilles gonił Hektora dookoła Troi raptem trzy raz. Trojanie byli idiotami, że nie otworzyli Hektorowi drzwi żeby się schował... Skoro już o tym mowa to ludzie nie umierają od rany na pięcie.

Dzwonek nie jest dla ucznia tylko dla nauczyciela. Czyli, że co?

Wychodzę na korytarz, mijam bardzo charakterystycznego nauczyciela z kubkiem w ręku. Czasami się zastanawiam czy nie zimno mu w uszy tam pod sufitem. Stoję, czekam na dzwonek. Wymieniam kilka zdań z ludźmi. Nie Adamie nie idziemy zapalić. Jestem porządnym człowiekiem. Nie palę i nie piję przed 12. Wreszcie coś nademną dzwoni, nadchodzą nauczyciele robi się chaos lecz jakoś dostaję się do klasy. Pan Dyrektor oddaje kartkówki. Bite pół godziny tłumaczył nam dlaczego źle to napisaliśmy i jak się powinno wychowywać własne dzieci. Nie mam pojęcia co ma jedno z drugim. W każdym razie nie jest źle, tzn. zaliczyłem.

Przedsiębiorstwo, lubię je. Gadanie o psychice człowieka i zarabianiu pieniędzy. Takich przedmiotów powinno być więcej. Konkretnie o życiu. Jak właśnie PP albo PO, to są umiejętności które się nam przydadzą w życiu. A nie jakieś fizyki…

Następna lekcja to Niemiecki. Nienawidzę tego języka! Zawsze powtarzałem, że nigdy nie będę się go uczył. A teraz muszę. Nienawidzę samego siebie za to… Najwyżej nie zdam z niego, w każdym razie siedzę na tej lekcji i staram się nie dopuszczać do mych uszu tego szczekania.

WF. Uf, przed ostatnia lekcja, to motywuje żeby sobie pobiegać. Mamy całą salę wolną. Gramy w piłkę nożną. Trzeba było biegać za tym kozakiem z C żeby chociaż chwilę zostać na boisku, pieprzony terminator. W każdym razie ciekawie było. Jeszcze tylko WOK i można iść do domu jeeee!!

WOK! Adam rozdaje cukierki z okazji urodzin z kieszeni bo mu się reklamówka rozwaliła. No i dostaliśmy OPE od psora za nasze „skandaliczne zachowanie”. Masakra. Obejrzeliśmy film o Grecji i wreszcie można iść do domu! Zanim dojdę będzie 16. Dlaczego do cholery musimy tkwić w tym budynku tak długo? Nawet sekretariat wychodzi przed nami…

Przechodzę obok śmierdzącego basenu skręcam w prawo w stronę PKP, grzebię w kieszeni – w końcu trzeba się od stresować bo ta szkoła zabije mnie szybciej niż taki mały papierosik…



Ogólny opis typowego poniedziałku.