środa, 30 grudnia 2009

Smok musi jeść dziewice!

Smok musi jeść dziewice!
To tyle tytułem wstępu.

Różne rzeczy chodzą po różnych ludziach. Rzeczy tak przykre i tak straszne, że czasami lepiej ich nie pamiętać.

Niektórzy ludzie mają inteligentną pamięć, która wyłącza się w odpowiednim momencie żeby człowiek nie pamiętał, co złego narobił po pijaku. Wtedy cała zło kumuluje się podczas pobudki z pytaniem „gdzie ja jestem?!... Impreza się już skończyła? „ I ten oto człowiek nie miał jeszcze wtedy kaca. On jeszcze był pod wpływem, ale nie wiedział o tym. Dopiero, kiedy wieczorem pojechał na koncert pewnego punk rockowego zespołu pt. „Sanki Satana” zaczął go łapać kac. Facet ten miał wielkie szczęście, że dał się wyciągnąć na ten koncert, ponieważ poznał tam wspaniałą dziewczynę, która była w błogim stanie nie trzeźwości. Mieli, więc wspólne zainteresowania. Z tej całej głośnej muzyki przy kacu, dzięki któremu mógłby słyszeć jak trawa rośnie nie zapamiętał jej imienia. Przeszukał, więc połowę szpiegowskiego portalu internetowego, którego nazwy nie przytoczę w tym opowiadaniu. Szukał jej dwa i pół dnia. Czasami tracił już nadzieję, lecz żył świadomością, że ona może być Tą. Aż w końcu znalazł ją. Konwersowali na różne tematy i zauważyli, że mają więcej wspólnych zainteresowań.

Później był 23 grudnia spędzony w większości w 3po3 z czterema koleżankami z Francji, Holandii, Austrii i Polski. Był to ciekawy wieczór dla naszego bohatera, ponieważ wylądował z lustrzanką robiąc zdjęcia czterem pijanym, napalonym, biseksualnym kobietą robiącym nie do końca przyzwoite rzeczy.

Wigilię Bożego Narodzenia i dalsze dni świąt pomińmy, ponieważ nie wydarzyło się wtedy nic interesującego.

W sobotę 26 grudnia znów ją spotkał. Tym razem koncert był dla niego tylko przykrywką żeby się z nią spotkać. Stwierdzi razem, że koncert nie jest zbyt ciekawy i poszli do niego. Rozmawiali, on pożyczył jej książkę. Umówili się, że przyjedzie do niego w poniedziałek. Chciał zrobić na niej dobre wrażenie, więc kupił jej kwiaty, lilie, nierozwinięte jeszcze. Czekając na nią na przystanku spalił trzy papierosy głównie po to żeby zająć czymś ręce.            Lecz kiedy przyjechała, nie widział nic poza nią.

Nie wiem, co się dalej stało, może jest to historia wielkiej miłości, a może i wręcz przeciwnie. Mogę jeszcze tylko powiedzieć, że dziewczyna ta miała łagodne rysy twarzy, piękne brązowe oczy, ciemne włosy do ramion i słodkie różowe usta. Tyle kończąc.



Zbajerowałaś małolata.


poniedziałek, 14 grudnia 2009

Rozmyślania.

(nikt mnie nie zmusił do napisania tej notki. Piszę ją ponieważ sam osobiście odczuwam taką potrzebę).

Ja... Ten, który z takim luzem (bo pijany?!) chodził z fajką w ustach po Pobierowie i prawie, że chwalił się każdej napotkanej osobie, że nie wierzy w miłość. Odczuwam strach przed przyszłością, przed tym, że ją stracę. Nie, nie wierzę w miłość. Miłość nie istnieje. Ale potrzeba bliskości drugiego człowieka? Potrzeba tak silna, że aż wręcz namacalna. I piszę tutaj, że boję się, że ją stracę. Ale ja tak naprawdę jej nie posiadam w żaden sposób. Kiedyś ktoś mądry powiedział mi tak: "Jeżeli uważasz, że coś posiadasz - puść to wolno, jeżeli wróci jest Twoje, jeżeli nie - nigdy nie należało do Ciebie". Cóż... ostatnio puściłem kogoś wolno na sylwestra w tamtym roku. Okazało się, że nigdy nie była w żaden sposób moja. Cóż, dzisiaj wiem, że Panna Perwersja nie należy do nikogo i prawdopodobnie nigdy nie będzie. Może stąd ten strach? Boję się, że stracę kolejną...
Ostatnio tak fajnie było pod koniec wakacji. Namiętność która nie narodziła się z alkoholu albo kaca albo czegoś podobnego do paprotki w fajce wodnej. Coś co jest, było, i pewnie będzie wielką niespodzianką.
Dla mnie? Odrobinkę. Już wcześniej coś... coś widziałem ale jak to mówią "najtrudniejszy pierwszy krok".


I chodź wszystko poszło źle,
Przed Panem pieśni stawie się.

Więc chciałbym stanąć przed Tobą i Ci szczerze i z całym szacunkiem podziękować za tą chwilę. Że oderwałaś mnie na chwilkę od tego szarego świata.

Nie powiem Ci tego w twarz bo pewnie pomyślałabyś, że jestem idiotą. A o mym blogu nie masz pojęcia. I dobrze. Niech będzie jak jest. I skończy się tak jak zawsze. Znudzisz się mną. Shit happens.

KONIEC

niedziela, 13 grudnia 2009

Sobota wieczór

Wymarzony wieczór? Niektórzy mogliby tak stwierdzić, zaczęło się całkiem ciekawie i rom... erotycznie. Czego skutkami była chwila niepewności ale trzeba być dobrej myśli. W końcu małżeństwa starają się latami itd. Ja wiem, że ironia losu itd. Ale jednak. Optymizm. Aha i minął tydzień i dalej jest zajebiście. Co jest dziwne :O
Mało tego! Jest zajebiście i robi się co raz lepiej. A jednak w życiu człowieka najważniejszy jest alkoho... Przyjaciel! Który przyjdzie do Ciebie w odpowiedniej chwili z butelką Whiskey. I zaśnie na Twoim łóżku... No ale za tą butelkę Walkera można mu darować.
Podsumowaniem wieczoru są piękne nogi, duże, dobrze wypieczone piersi i piękny aromat Johnny'ego Walkera.

Więcej takich wieczorów proszę! Na wynos. RAZ!
A 18 idziemy na imprezę....  Kici kici, Bądźmy nieprzyzwoici?

niedziela, 6 grudnia 2009

Mniami

Mniami, mniami.

Brakowało mi tego. Nawet nie wiecie jak bardzo. Czegoś co nie zrodziło się przez alkohol czy inne używki tylko było pielęgnowane od dłuższego czasu. Nie powiem, że się nie spodziewałem, ale, że aż takie KABUM to naprawdę miło zaskoczony jestem. Naładowany pozytywną energią. Chociaż znając moje szczęście to nie na długo. Maksymalnie daje sobie tydzień zadowolenia z życia. Nie więcej. Zachowując jednocześnie pozytywizm, pewnie coś się stanie do końca tego tygodnia. Gdybym był naprawdę wierzącym modliłbym się aby nie stało się nic złego, nieoczekiwanego. Niech będzie tak dobrze jak jest. W sumie to chyba niczego więcej nie chcę.

Tylko kogoś takiego jak Ona.