czwartek, 22 kwietnia 2010

Hipokryci

Wszyscy! All of You! Hipokryci. Ja niestety też. Powtarzam, że trzeba robić to co się lubi, że trzeba mieć ambicje ale jednocześnie stać przy czymś co się kocha. Ja nie wiem co to słowo znaczy. Kochać. Nie wiem. A jednak płaczę na tanich amerykańskich romansidłach. Marzy mi się politechnika. Z moim podejściem do nauki trafie co najwyżej na kasę w biedronce.

Nie chcę. A jednocześnie chcę. Mam wspaniałe plany lecz wiem, że połowy z nich nie wypełnię. Z takim podejściem nie wypełniam z nich nawet jednej czwartej. Bo ja chciałbym żyć tak żeby nie żałować nie przeżytego życia. Jasne. Gdybym umarł dzisiaj stwierdziłbym że zmarnowałem życie. Nie zrobiłem nic wielkiego w życiu. Jestem egoistą, że piszę cały czas o sobie. Wyrobie sobie sprawność fizyczną i pojadę gdzieś do wojska, żeby tylko na woje pojechać. Nawet nie żeby walczyć za swój kraj. Żeby zginąć, za coś co powiedzą mi że jest ważne.

Taki humor mam dzisiaj a jutro będę zadowolony z życia. Hipokryci. Wszyscy ludzie. Idioci. Samolubni. A najbardziej ja. Nawet w tym stwierdzeniu jestem egoistą.

niedziela, 4 kwietnia 2010

Umiar.

Ludzie nie znają umiaru. Ja go zacząłem stosować dopiero od minionych wakacji. Ale mimo wszystko, wbrew pozorom chociaż po nich tego nie widać są romantykami. Lubią gwiazdy. To już jest coś. Co nie zmienia faktu, że trzeba ich prowadzić. Ale i tak są pocieszni, sympatyczni, rozmawiają na bezsensowne tematy itd. Staram się być obiektywny. Jednak chyba nie jestem do końca. Mam myśli, okropne myśli w których pojawią mi się sprzeczne obrazy. Nienawiść pomieszana z miłością. Gniew pomieszany z przyjaźnią. Jestem chorym człowiekiem.

Odczuwam pewną pustkę. Odczuwałem ją już dawno, często pisałem, że czegoś mi brakuje. Może powinienem kompletnie zmienić moje życie? Zamknąć się gdzieś w jakimś klasztorze, bez komputera, bez znajomych, bez książek, może wtedy bym osiągnął w czymś perfekcję?

Położyć się z kimś na miękkiej wiosennej trawie i patrzeć w gwiazdy. Tego mi brakuje? Nie jestem pewien. Ale taki obraz często pojawia się w mojej głowie. Patrze na nią na biologii i wiem, że to się nie uda na większą skalę, poza tym przecież chyba na razie nie chce mi się bawić w coś poważniejszego, ale z drugiej... pojawiają mi się obrazy przyjemne. Hormony? Czy naprawdę tęsknota za czymś? Nie wiem nie rozumiem sam siebie. I jak ja tu mam być obiektywny, owszem świat naokoło oceniam obiektywnie jak tylko mogę ale swojego zachowania czasami albo podświadomości nie potrafię uwiązać i dostosować do siebie. A może to właśnie o to chodzi? Żeby chować wszystkie swoje demony i uczucia w środku? Ale przecież wtedy nie będę już sobą... będę kimś innym... A przecież tego nie chcę. Chcę być sobą. Ale moje prawdziwe ja chyba się dopiero kształtuje.
Nie wiem kim jestem, ani kim chce być. Chciałbym być dobrym człowiekiem i radzić sobie z przeciwnościami losu, brnąć na przód jednocześnie nie mieć do siebie wyrzutów za zmarnowane życie.

piątek, 26 marca 2010

I co teraz? Obiecywałaś! Obiecałaś, że nie będę mógł się od Ciebie odczepić. Że nie jestem obłożony klątwą i Ty mi to udowodnisz stojąc niezłomnie przy mym boku. A figę! Potrzebowałaś czas to rozumiem. Ale nie rozumiem dlaczego od przeszło miesiąca nie mamy kontaktu. Kiedy znów mnie zobaczysz to już nie będzie ten ja którego Ty pamiętasz. To będzie trochę inny ja. Bardziej obiektywny, z pustką w oczach. Nie mam Ci nic za złe. Pogodziłem się. Już większe świństwa mi robiono i większe obietnice zrywano przy czym ja także nie jestem bez winy. Żałuję odrobinę. Jeziora mi żal. Ale masz rację. Puściłem Cię. I jak zwykle okazało się, że nigdy nie byłaś moją. Żyj pełnią życia. Nie będę przeszkadzał.


Wreszcie nadeszła wiosna! Pięknie, ślicznie, ciepło, trawka rośnie, ptaszki śpiewają, radośnie, sprężystym krokiem spaceruję po moich sadach, łąkach i obszarach blisko Bobru. Wyobrażam sobie jak udoskonalić miejsce przy ognisku, skąd narąbać drewna itd. Siedzę na świeżej, miękkiej trawie ćmią papierosa. I czyż człowiekowi nie potrzeba mało do szczęścia? Szum wody, śpiew ptaków i papierosek. Życie jest piękne.

piątek, 12 marca 2010

Woman

Kobieta. Kobieta. Niech to słowo rozbrzmi w Waszej podświadomości i wywoła pierwotne skojarzenia które nabyliście jeszcze wcześniej od mleka matki. Kobieta. Istota doskonała. Istota według biblii stworzona z żebra Adama. Najlepsza rzecz jaką wynalazł facet od czasów wynalezienia własnej ręki.(nie, nie traktuję Was materialnie a to był tylko cytat). Lecz czy na pewno taka świetna? Taka idealna? Czy to właśnie nie kobieta robi wszystko w domu żeby później mieć pretensje do faceta, że to on powinien zrobić. Czy to właśnie nie kobieta łamie serce facetom, czy to właśnie kobieta prędzej zdradzi? 


Piękny słoneczny maj. Coma w Zielonej Górze. Jedziemy, zabieram swoją dziewczynę i jedziemy. Zajebiście się bawiliśmy, pogo, pośmialiśmy się trochę z Roguca i w ogóle pięknie, ślicznie, zajebiście. Następnego dnia idziemy na pks. "Kochanie, chyba nie powinniśmy się już spotykać..." Tak! Właśnie tak! Tak trzeba robić, że kiedy jest dobrze to trzeba to skończyć. Właśnie tak. O Tych dwóch co miałaś na boku nic nie powiedziałaś! 
I ten mój wręcz ulubiony tekst, że "nie mogę dłużej tego ciągnąć". Najbardziej mnie on bawi kiedy właśnie wtedy było dobrze jak nigdy wcześniej. 


Kiedyś pewnego dnia jedna znajoma zapytałaś się mnie dlaczego taki jestem? Dlaczego równocześnie mam szacunek do kobiet ale podchodzę z takim "ooou.. kobieta." Uśmiecham się cały czas i rozmawiam jakbym rozmawiał z normalnym człowiekiem. 


Straciłem przez Was serce. Moje serce było pełne miłości, a przez Was stało się jałowe. Już nie czuje nic kiedy na Was patrze, żadnego uczucia. Oglądam piękno z pożądaniem. Więc traktuję Was zgodnie z regułami rządzącymi tym światem od kiedy człowiek stanął na dwie nogi, a może i wcześniej. Boję się, że już nigdy nic nie wyrośnie tam, na tej jałowej ziemi. Już nawet nie mówię o jakimś drzewie, na to już za późno ale chociażby krzaczek. 


"Die, die, die my darling
Don't utter a single word
Die, die, die my darling
Just shut your pretty mouth

I'll be seeing you again
I'll be seeing you in hell"



wtorek, 9 marca 2010

Ile jeszcze we mnie wiary

Va'esse deireádh eap eigean...


Rzeczywistość jest okrutna i tak naprawdę twarzą w twarz z nią potrafią się zmierzyć tylko nieliczni. Uważajcie dobrzy ludzie na kobiety którym ktoś, kiedyś złamał serce. Życie człowieka samotnego jest ciężkie. Już zdążyłem chyba zapomnieć jak to jest. 
W ogóle jak ja piszę? Jak nie ja. Zupełnie jak nie ja. Trzeba coś z tym zrobić. Jak mi pewna kobieta niedawno powiedziała "w tym tekście brakuje Ciebie". A mi brakuje kogoś. 


"Nie muszę się bać, 
Przestane być sam, 
Bez Ciebie i przy Tobie" 


W sobotę wielka zabawa. BAWIMY SIĘ, BAWIMY!! Do białego rana przy punku, reggae i SKA!! 


Tak się wybawię żeby mieć później siłę na naukę. Fizyka jest ciekawa. Jutro próba teatru. Nie wiem jak wytrzymam chęć żeby mu pierdolnąć w pysk tak żeby przestał się puszyć i zaczął mieć odrobinę szacunku dla innych. 


 Chcę gdzieś wyjechać. Gdzieś w cholerę, najlepiej w góry. Kiedy będzie wiosna, chodzić i podziwiać góry, patrzyć na chmury i leżeć na zielonej trawie. Mieć wszystko i wszystkich gdzieś. Oczyścić umysł i ciało z niepotrzebnych informacji i szkodliwych środków. Chcę spokoju. Albo wyjechać na jezioro. Z kimś. Na tydzień. Pływać z ranka, słuchać muzyki i palić fajki. 


"Na oblodzonych dachach ślizgamy się na łyżwach
palimy fajki marki potwór & haj"

Dziękuję Ci. Dziękuję Tobie.
Dziękuję Wam. 
Dziękuję bo wciąż piszę, co bym chciał. 

Я тебя люблю

piątek, 22 stycznia 2010

Boje się o nas.

Znów ptaki, te niewielkie
przybyłe przedwcześnie
w pośpiechu wiją gniazdo w rynnie
znów łaszą się do siebie
kocięta bezdomne, znaczone
przykrym parchem, głodne

Księżyc rośnie - boję się - o nas
ciężar wiosny - boję się - o nas
triumf młodości - boję się - o nas
wrzask o brzasku - boję się ...

Znów szelest ortalionu
biegacza, co rankiem
próbuje się przecisnąć przez mgłę
wybudza mnie perfidnie
wyrywa z tej nocy, nieczułych
objęć na powierzchnię

Znów wchodzisz we mnie drgawką
a serce więzione w przyciasnej
klatce żeber - martwieje
znów ostrzem twardej mowy
ćwiartuję bezmyślnie, w afekcie
twą wrażliwość - boleśnie

Księżyc rośnie - boję się - o nas
ciężar wiosny - boję się - o nas
triumf młodości - boję się - o nas
wrzask o brzasku - boję się ...

Gdy sparszywieję znów
-zamknij się w sobie, zaciągnij rolety powiek
gdy sparszywieję znów
- chwyć się cieniutkiej niteczki pewności, że minie - to minie



http://www.youtube.com/watch?v=8BE7OiGDdTM&feature=player_embedded


Boję się. Przejedzona. Boje się. 
Pamiętam. Trzymam się. Cieniutka niteczka, że minie. Boje się. 
Księżyc jest piękny. Jestem ułomny. 
Czuję ból w lewej piersi. Jest mi zimno.
Potrzebuję ciepła. Ciepła które będzie chciało mnie ogrzać. 
Boję się. Życie to seria zdarzeń. Złych. Życie. Moje. 
Ferie są złe. Plany są złe. Wszystko trafia szlag. 
Boję się. O nas. 

czwartek, 7 stycznia 2010

Dobrze gdy nie za dobrze.



Wcale nie prawda! 
Już mam dość, gdy jest nie za dobrze. Ciągle coś mi się zwala z wielkim hukiem na łeb. Jak np. ostatnio podłoga na w-f. Ale na poważnie, szkoła, zagrożenia, problemy z nauczycielami szczególnie z jedną naszą kochaną panią od chemii. I żeby tego było mało kobieta, na której mi zależy ma problemy, w szkole, domu, nie wiem, nie chce mi powiedzieć. Boję się, że ją stracę. Naprawdę bardzo się boję. Z tego strachu pojadę jutro do niej. Zobaczymy jak bardzo źle jest. 


Siedzę, teoretycznie robię prezentacje na Ang. Teoretycznie nie jest źle. Napisałem z chemii i z historii i napisałem to dobrze. Jednak odczuwam pewną pustkę w sobie.


"Gdybym znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. "



Czy nałóg działa w ten sposób, że kiedy sobie powiedziałem, że ograniczam i nie kupuje to on mi podpowiedział, że jest koniec półrocza chodzę zdenerwowany, tak, że mi ręce latają jak alkoholikowi (...) to żebym kupił sobie paczkę. Tak właśnie to działa? A ja dalej mam wrażenie, że nałóg to coś zbyt głupiego dla mnie. 
Nawet różowe słonie zniknęły na sylwestra, kiedy im powiedziałem, że wiem, dlaczego je widzę. 



Zwidy, iluzje, marzenia, że coś jest czymś, czym nie jest. Tym właśnie żyjemy. Nie staramy się z tym nic zrobić, żeby nasze marzenia urzeczywistnić. Moim marzeniem było kiedyś, żebym był wyprany z uczuć. Zero. Żadnego zdenerwowania, zdziwienia, żadnych uczuć. Uczucia także są złudzeniami. A jednak każdy z nas daje się im ponieść. 



Daje się ponieść miłości, wczoraj planuje z nią wspólny wyjazd nad jezioro w przyszłości a dzisiaj jest tak źle, że mam ochotę się popłakać. Może to ze mną jest coś nie tak? Jakaś jebana klątwa? 



Znów piszę jak ja. Może ja muszę być nieszczęśliwy/zdenerwowany/zmartwiony żeby pisać tak jak zazwyczaj. Ale to z kolei znaczy, że zawsze jestem w niepozytywnym stanie. 



Trzymam się za głowę. Martwię się. Bagnet leży na biurku. Mam ochotę wsiąść na rower i pojechać te jebane 20km byle by ją zobaczyć, przytulić, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Takie małe kłamstewko. Ważne, że działa. Bagnet dalej tam leży. Śliczna podróbka bagnetu od kałasznikowa, ostrze własnoręcznie przeze mnie ostrzone, jakoś na wakacje ostatnio. Teraz to jest bardziej piłka do metalu a nie ostrze. Wyważony nie jest wcale, dosyć krótki. Ale przyjemnie leży w dłoni. Jakoś tak... raźniej? 



Klątwa, która nie pozostawia mi innej żony, kochanki poza tą pierdoloną maszyną elektryczną.