niedziela, 25 października 2009

hymhymhym

Ogłaszam wszem i wobec, że jestem idiotą nie pojętym.
I przy najbliższej okazji strzele sobie w łeb.


sobota, 24 października 2009

Masakra

Poznałem kogoś.
Tak właściwie to znałem ją od bardzo dawna.
Nie jestem pewien czy dobrze odbierałem sygnały, ale chyba coś było... A ja stałem jak kołek i nic nie zrobiłem. Jestem dziwny.

Ale teraz tak myślę czy to ma sens? Pewnie kolejna wielka pomyłka. A może nie?
W każdym razie liczy się chwila. Zamierzam wykorzystać tą może i małą chwilę.

Bo czyż nasze życie nie składa się właśnie z takich małych kawałków nieba?

sobota, 10 października 2009

Bzdury part3

Nic się w moim życiu nie dzieje. Tylko szara codzienność. Nic szczególnego. Żadnych wyskoków. Żadnych imprez, żadnego późnego wracania późno do domu. Jak nie ja.
A szkoda. Brakuje mi tego. Kłaść się z nieznajomą. Ale nie. Wyszalałem się za kilka lat z góry nad morze. Wystarczy. Na razie.

Siedzę w domu i ubolewam, że mam nowe wielkie łóżko ale co mi po nim jak kobiety brak.
Nawet nie mam w co grać. Modern Warfare 2 już wyszło ale na razie nie mam pieniędzy.

Ooo. Hot News! Sapkowski wydał nową książkę! "Żmija" muszę ją mieć.

Weekend ten spędzam w trochę innym nastroju i miejscu jak planowałem wcześniej. Gdybym wcześniej wiedział, że nie jestem godny obcowania z ludźmi tam gdzie miałem jechać to pojechał bym w góry z P. Dyrektorem. Szkoda. Jednego i drugiego.
Góry, góry, góry. Kocham góry. Dawno nie byłem w górach... Ostatnio w pierwszym miesiącu wakacji. Potem było morze. Eeeeh morze. Nie przypadło mi jakoś do gustu (śmiejcie się śmiejcie! [Wy już wiecie że to o Was chodzi ;]).

Gdyby ludzie inteligentni (bo tych wg. mnie została dosyć mała grupka) zaczęli się zastanawiać nad własnym życie doszli by do wniosku, że to wszystko nie ma sensu. Całe to nasze jebane życie. A potem wpada kumpel z fajkami i flaszką. I wszystko nagle ma sens.

Wycieczka do Wrocławia zaplanowana na za dwa tygodnie. Trzeba Żanetkę odwiedzić i jej dwie miłe koleżanki z pokoju. Powspominać trochę wesele i takie inne...

Masakra. Idę sam spać na moim wielkim wygodnym łóżeczku.

poniedziałek, 5 października 2009

oooOOO!!!

Pod wpływem rozmowy coś mi wpadło do głowy. Oo, nawet nie czuje jak rymuje.

Więc. Wiedźmini nie umierali ze starości (chociaż troszkę i przez nią), nie umierali w objęciach ukochanej kobiety, w bujanym fotelu w domu na wsi wśród krówek i kurek. Oni ginęli w walce. Cóż, zawsze znalazł się lepszy. Była taki jeden co zabijał wiedźminów. Zwał się Bonhart. Zabił dwóch czy trzech, a na śmierć zachlastała go Ciri. Co się stało z Geraltem, oficjalnie powiedziane nie jest. Kontynuacją jakby sagi jest np. opowiadanie "Coś się kończy coś się zaczyna" (uwielbiam je), jest też gra. Ale ja mam swoją własną teorię.

Skoro Ciri, Pani Jeziora. Miała władzę. Władzę nad czasem i miejscem. Jedynym warunkiem było jezioro. Mogła więc go przenieść w czasy które nawet dla nas są odległą przyszłością i tam poskładali przebitego widłami Geralta do kupy. I teraz się pojawia mi w główce, że skoro tak to równie dobrze mogą oni sobie gdzieś teraz żyć razem, szczęśliwi. A Pan Sapkowski wcale nie wymyślił Sagi Wiedźmińskiej tylko kiedyś w swych wyprawach spotkał Ciri przy jeziorze i ona mu wszystko opowiedziała. To nie możliwe. A szkoda.

Yyyym. Byłem na ślubie. I stwierdziłem, że wesele i owszem fajna rzecz. Ale ślub? Zaufać kobiecie na całe życie? Na dzień dzisiejszy mówię, że to nie dla mnie. Kobiety są piękne, podziwiam ich piękno każdego dnia ale nie zaufałbym kobiecie na dłużej, nie powierzyłbym jej całego mojego życia.

I ja też tam byłem miód i wino piłem.