Ten weekend był... ciekawy. Dawno nie było tak fajnie. Dobra mocna muzyka, dobre towarzystwo i od razu robi się doskonała impreza. Kobiety wciąż mnie zadziwiają. Z dnia na dzień. I znów się pojawia odwieczne pytanie czy miłość istnieje? A nawet jeśli to czy układy nie są lepsze? Chcemy tego samego, po co się po to skradać?
Chociaż sam nie wiem. Jest pewna dziewczyna, kobieta. Byłbym wstanie zaofiarować jej gwiazdkę z nieba. Bynajmniej bym się starał. Jeżeli nie prawdziwą gwiazdkę z nieba to chyba nawet coś cenniejszego. Wierność, może nawet miłość? Nie mówię, że aż do śmierci bo lubię żyć ze świadomością, że np. jutro przejedzie mnie samochód albo zakończę mój żywot w inny sposób.
Chciałbym żyć tak naprawdę, żyć ze świadomością, że nie będzie jutra. Z kolei mam tak wiele planów na przyszłość. Wielki dom, dobrą pracę itd. Z tego wszystkiego to chyba tylko na śmierć będę czekał z utęsknieniem.
Na śmierć albo na Nią.
Tylko jakotako. Bo zwykle okazuje sie, ze najmniej spodziewana osoba czyta te przemyslenia w najmniej odpowiednim momencie ;p
OdpowiedzUsuńbtw. dobra jak dla kogo. Kuzynka mi sie zalamala i mnie w taksowke wsadzila, a tak z polowa tej wodki nadal u mnie lezy. I szalik Obucha, tez ^^;
'bo lubię żyć ze świadomością, że np. jutro przejedzie mnie samochód albo zakończę mój żywot w inny sposób. '
OdpowiedzUsuńuwielbiam twoje optymistyczne nastawienie do świata. ;D